niedziela, 16 października 2016

14.10.2016 - dwa kroki wprzód, żaden w tył!


Wspaniały przyjacielu!


Pogoda dopisała, jakby chciała żebym jechała do malutkiej! Cały tydzień padało, a 2 dni przed wyjazdem do Vegi przestało, mało tego cały piątek był tak cudnie słoneczny! Jak sprawdzałam łąkę, nie była śliska! Bardzo mnie to uradowało. Tego dnia Will nie mógł przyjechać, był na praktykach więc zabrałam ze sobą przyjaciółkę Nadię.
Nam oczywiście wstać jest ciężko, tak samo jak położyć się spać o ludzkiej godzinie. Przyjechałyśmy do księżniczki koło 10. Pracownik ją ściągnął z pastwiska, a my od razu zaczęłyśmy czyścić (znaczy kto czyścił ten czyścił).
Zastanawiałam się które siodło zakładać, ale bałam się reakcji na za krótki popręg (ten koń jest o wiele za gruby).


Wyczyściłam ją, po czym chciałam sprawdzić jak zachowa się jak ktoś zacznie jej szyję czyścić z grzbietu (w końcu mam ją ułożyć pod dzieci). Koń stał grzecznie, potem tylko zainteresowała się Nadią i jej aparatem.Tu dałyśmy jej chwilę spokoju, by iść rozłożyć wszystko na "placu", oczywiście jakby ktoś to widział to byłaby fala tzw hejtu - bo skrzynki i wiaderka zamiast stojaków, bo łąka to łąka a nie plac, bo lonża inna niż tradycyjna...
Wróciłyśmy do niej. Założyłam ochraniacze i osiodłałyśmy ją (z małą pomocą). Była nawet dość spokojna, co się nie zdarza często podczas tej czynności.
Wzięłam ją i poszłyśmy na nasz przygotowany już placyk. Zaczęłam lonżować, w końcu jakieś postępy - Vegi nie zaczęła od baranów, galopów czy dębów, tylko spokojnie poszła stępem. Następnie chwila kłusa, tak jak chciałam (ale na chwili się skończyło). Od razu wycisnęła z siebie diabła, w sumie to dobrze, bo się uczy że najpierw zrzuca z siebie "negatywną energię" a potem dopiero praca. Rzuciła kilka razy baranami i normalnie galopowała. Przejścia kłus-galop-kłus szły podręcznikowo, kłus-stęp-kłus też lepiej.
Ustawiłam więc drągi, najpierw jeden (na kłus i galop). Potem dwa, zaczęła próbować przechodzić w kłusie pomiędzy nimi (były ustawione na wyciągnięcie się, a w galopie nawet na płaski skok), więc Nadia ustawiła trzeci pośrodku, w taki sposób by nijak nie dało się włożyć kopyta do środka. Chodziła niesamowicie!
Po jakiś 15 minutach lonży "krok do przodu" - koń nie jest spocony, nie jest zmęczony. W KOŃCU! Bardzo się ucieszyłam, bo był z tym problem na początku, szczególnie ze "spuszczaniem pary" - dawniej zajmowało nam to niemal godzinę. Fakt faktem ona też złagodniała.