niedziela, 31 lipca 2016

Przełom

Pamiętniczku mój najdroższy! 


Odkąd pamiętam, Vega nie chciała ze mną współpracować, zawsze coś było nie tak. Nawet jeśli jazda i praca na pastwisku wydawały się być w porządku i przebiegały zgodnie z planem, siodłanie, czyszczenie lub prowadzenie nawalało. Z czasem zaczęłam z nią głębiej pracować, zaczęła powoli mi ufać, zaczęła słuchać. Któregoś pięknego dnia, postanowiłam dopiąć popręg tak, jak na galop, wszystko było w porządku dopóki...
...dopóki pas popręgowy westernowej hiszpanki się nie urwał - koń wystraszył się popręgu przejeżdżającego mu po nogach i ruszył przed siebie (oczywiście zostawiając mnie na ziemi razem z siodłem). Od tego dnia nic nie szło po mojej myśli. Wiecznie wpychała mnie w płot, ogrodzenie lub inne drzewo, zrzucała, nosiła i ogółem nie słuchała. Zaczynałam się jej bać, a właściwie nie jej, a upadku z niej - gleby czy mniejsze skaleczenia zaczynały być czymś normalnym podczas naszej jazdy, do czasu gdy podczas treningu obie runęłyśmy na ziemię. Koń na jakiś czas się ogarnął, ale nie oznaczało to, że Vega się uspokoi, o nie. Przez jakiś czas był spokój, po czym zaczęła się zabawa z płotem. Klacz stwierdzała że koniec jazdy, oznajmiała to w ciekawy sposób - otóż szukała na tyle wysokich gałęzi by wwieźć w nie osobę na niej siedzącą, czasem był to płot, rzadziej ogrodzenie z metalowej siatki. Zwykle było to coś z materiału nieelastycznego. Jej rytuał za każdym razem wyglądał tak samo: wejść w to, przygnieść nogę jeźdźca, oprzeć się całym ciałem o upatrzony element, napierać i zmusić jeźdźca do bolesnego zejścia. Kiedyś weszła w siatkę, ogrodzenie pod ciężarem jej ciała ugięło się, a ona poślizgnęła i znów wylądowałyśmy na ziemi (tylko tym razem ja zdążyłam się ewakuować wcześniej).
Ogólnie rzecz ujmując kobyłka była nie do zniesienia, miała swoje humorki i nijak nie dało się jej przekonać do współpracy. Rzucała zadem, często dembowała, nie tylko z ziemi podczas lonży, ale z początku pracy też pod siodłem, dużo baranowała i kopała, nie dawała nóg i nie lubiła się czesać.
Regularna praca i zabawy - tak pokazałam jej że może być inaczej. Jednak nie zmieniło to jej podejścia do pracy w siodle, owszem - złagodniała, ale nadal stawiała się.

 Dziś to się zmieniło.
A zaczęło się tak...