Kochany pamiętniku! Mój wspaniały przyjacielu!
W końcu znalazłam chwilkę wolną by napisać. W ubiegłą sobotę byłam razem z Willem u malutkiej. Koń się zmienia, naprawdę. Trener ze stadniny dał mi kilka cennych rad, które wzięłam sobie do serca i naprawdę mi pomogły. Może bez większych pogaduszek przejdę do opisu pracy!
Przyjechałam razem z moją siostrą z innej matki i ojca do konisia. Ayano chciała zostać, ale miała pracę więc widziała tylko część pracy z ziemi. Fajnie że była, bardzo mnie to ucieszyło, szczególnie że przez moją szkołę i jej pracę, dom, obowiązki (głównie moją szkołę) ciężko nam się spotkać.
Jak przyjechałyśmy to Will kochany mój poszedł po maleńką. Vegi dała się prowadzić na kantarze, ani razu nie wyrwała mu się, szła spokojnie ale energicznie. Nie mogę się przyzwyczaić do tego, że mała po kolce się zmieniła, ta choroba musiała naprawdę zostawić ślad na psychice.