Kochany pamiętniczku!
Razem z kochaną Veg-Veg w sobotę wybrałyśmy się w teren. Znaczy nie od razu jak przyszłam! A było to tak...
Zaspałam rano na autobus i zamiast jechać tym o 7 i być tam przed 9 byłam przed 11 co mocno mnie irytowało. Mój wspaniały Will pomógł mi, zawsze jest kiedy go potrzebuję - wspaniały z niego chłopak. Ale nie o tym mowa teraz.
Ściągnął naszą księżniczkę z pastwiska i zaczął czyścić - spisał się, nie było żadnej sklejki! A do tej pory musiałam po nim poprawiać zazwyczaj zawsze. Powygłupialiśmy się troszkę, ale żeby nie tracić czasu ja robiłam z boksem, a on kończył czyścić.