czwartek, 10 listopada 2016

"fashion..." FATAL

Kochany pamiętniczku mój.


Byłam u małej w niedzielę 6 listopada, padało do południa. Nie jestem zadowolona z tego jak przebiegała praca z koniem.
Nie dość że mnie pociągnęła, to mi zwiała...



Może jednak od początku.
Przyjechałam do niej, troszkę padało. Mama mnie zawiozła, bo miałam przywieźć sobie skrzynki na podpórki do przeszkód (zaczynamy zbierać tego typu skrzynki na wiosnę). Nie było jakoś tragicznie, ale zdawałam sobie sprawę z trudności zadania przede mną postawionego. Byłam sama, znaczy pracownik gdzieś się kręcił, ale Willa nie było (Nadii ani tyle). Koń stał cały dzień, bo padało, a podłoże mokre.
"Z motyką na słońce" - to prawda, święta prawda