piątek, 7 października 2016

Praca, praca, praca i jeszcze raz praca.

Najwspanialszy przyjacielu!


Byłam dziś u Vegi, oczywiście tradycyjnie nie sama - Will (kochany) był ze mną i jeździł dzisiaj. W sumie to robiłyśmy dziś podstawowe ćwiczenia. Hmmm... Chyba może jednak zacznę od początku.

Po wspaniałym dniu w szkole (nie przejęzyczyłam się, miałam naprawdę świetny dzień) pojechałam do malutkiej. Początkowo myślałam, że będzie "ciekawie" bo tylko dzisiaj wychodziła na pastwisko - cały tydzień lało. Miałam szczęście, bo akurat dzisiaj ładnie poświeciło słońce i trawa wyschła. Owszem, pod trawą nie było perfekcyjnie, ale ślisko robiło się dopiero jak ta trawa zaczynała uciekać spod kopyt (jak ją wyjeździłyśmy).
Will pomógł mi ją wylonżować, ale zanim to, to trzeba było jeszcze ją osiodłać. Miłym zaskoczeniem dzisiaj u niej, był fakt iż mój kochany, wspaniały mężczyzna przyszedł wcześniej, ściągnął konia z pastwiska i go wyczyścił! Mówiłam że kochany!