środa, 7 grudnia 2016

Pogoda wredną bywa


Kochany pamiętniku!


Razem z Willem byliśmy u koników w sobotę. Było to 3 grudnia. Bardzo się cieszę z postępów wszystkich, bo Vega robi postępy z Rdzawką i pod siodłem, Rdzawka poprawiła się w nastawieniu i już przybyła troszkę na wadze, natomiast Will ma coraz bliższe relacje z tym koniem.

Mam przygotowane materiały na derki, potrzebuję teraz dobrze je wymierzyć, wyrysować i przeszyć. Będą śliczne! Sprawdziliśmy to już w sobotę, mała moja była spocona po lonży przykryta została swoją (o dziwo, pomimo tygodniowego postoju tylko sprawdzała Willa zanim weszli na łąkę, potem było niewiele negatywnej energii i normalna, spokojna praca).
Rdzawka natomiast była przykryta swoją, chodziła w niej i bawiła się w niej by się przyzwyczaić, bo do tej pory nigdy wcześniej nie miała czegoś takiego na sobie. Troszkę się bała, ale już jest dobrze.


sobota, 26 listopada 2016

Niespodzianka!

Kochany przyjacielu!


Właśnie wróciłam od księżniczki!
Niesamowite! Zaczęłam jej wdrażać interwałowy trening wytrzymałościowy, ale o tym za chwilę.
Mój Will wspaniały ugadał właściciela żeby nic mi nie mówić o klaczy (z właścicielem miałam umowę, że jak koń będzie to mam sms, że przyjechała). Niespodzianka się udała! Tata Willa nas podwiózł do konia, Przyszłam do konia, moja w sadzie, boks obok zamknięty, a w stajni coś PARSKA! Weszłam do stajni a tam druga klacz!


Nie jest źle


Kochany pamiętniku!


Na śmierć zapomniałam opowiedzieć Ci o ostatniej wyprawie do konia. Byłam u niej 19 listopada. Jestem z niej dumna! Wyrobi się jeszcze. I właściciel powiedział że będzie drugi koń! Nie mogę się doczekać!

niedziela, 13 listopada 2016

Lepiej, tak troszkę


Kochany pamiętniku!


Wizyta u małej w sobotę przebiegła prawie rutynowo. Prawie - bo zimno i ślisko, oraz prawie - bo inne miejsce pracy. Tym razem pracowałyśmy na gospodarstwie, w towarzystwie Willa.
Przyjechałam do niej rano, naprawdę rano, bo byłam przed 8:30 w stajni. Pogoda była nijaka i zimna, padał albo deszcz w formie mżawki, albo deszcz ze śniegiem. Błotko wszędzie i pod każą możliwą postacią! Nawet ścieżka kamienista, z ogromnych kamieni nic nie daje w takie dni. 


Poszłam do stajni - o matko, tam cieplutko! Mała stała grzecznie w boksie. Postanowiłam ją wyczyścić i osiodłać w boksie.


czwartek, 10 listopada 2016

"fashion..." FATAL

Kochany pamiętniczku mój.


Byłam u małej w niedzielę 6 listopada, padało do południa. Nie jestem zadowolona z tego jak przebiegała praca z koniem.
Nie dość że mnie pociągnęła, to mi zwiała...



Może jednak od początku.
Przyjechałam do niej, troszkę padało. Mama mnie zawiozła, bo miałam przywieźć sobie skrzynki na podpórki do przeszkód (zaczynamy zbierać tego typu skrzynki na wiosnę). Nie było jakoś tragicznie, ale zdawałam sobie sprawę z trudności zadania przede mną postawionego. Byłam sama, znaczy pracownik gdzieś się kręcił, ale Willa nie było (Nadii ani tyle). Koń stał cały dzień, bo padało, a podłoże mokre.
"Z motyką na słońce" - to prawda, święta prawda


poniedziałek, 31 października 2016

Chleb powszedni

Najdroższy pamiętniczku!


Dziś niemiła niespodzianka jak przyszłam, Vega przytyła...
Jak ostatnio miałam już nadzieję na to, że przesiądziemy się z powrotem do siodła angielskiego tak teraz całość poszła w las. Ładna sierść, dobre nogi, piękne włosie...

...tylko koń gruby, a to i tak nie najgorsze co mogło się trafić.


niedziela, 30 października 2016

Stresik - lekki

Kochany pamiętniku...


Ostatnio coraz częściej piszę o własnych odczuciach, ale nie mam jak do małej jechać lub jak już jestem to warunki są troszkę lipne. Boję się o jutrzejszy dzień, czy nie będzie padać, czy dzieci nie wyskoczą w przebraniach, czy mała ma dobrze obkute nóżki. Boję się, naprawdę nie wiem czego się spodziewać.

Jutro plan jest prosty, pojechać na mały terenik rekreacyjny i porobić kilka zdjęć typowo jesiennych w plenerze. Na placu chcę poćwiczyć galop i kłus swobodny po całym placu, terenie przygotowanym do jazdy, poćwiczyć galop na prawidłową nogę.


Zapamiętać:
-Kocyk! Weź kocyk!
-Sweter - kiedy w końcu zacerujesz tą dziurę?...
-Wyczyścić sprzęt
-Skończyć obrazek dla właściciela

sobota, 29 października 2016

Miało być tak pięknie!


Kochany pamiętniku!



Piękna pogoda, wspaniały ciepły dzień jak na jesień. Miałam jechać do małej, wcześniej zarobić pracując w jednym z ogródków, a wieczorem iść do koleżanki. Z tych trzech punktów tylko ostatni się uda, bo prezydent przyjeżdża i pół okolicy zablokowanej...

czwartek, 27 października 2016

Efekty pracy


Kochany pamiętniku! Mój wspaniały przyjacielu!


W końcu znalazłam chwilkę wolną by napisać. W ubiegłą sobotę byłam razem z Willem u malutkiej. Koń się zmienia, naprawdę. Trener ze stadniny dał mi kilka cennych rad, które wzięłam sobie do serca i naprawdę mi pomogły. Może bez większych pogaduszek przejdę do opisu pracy!

Przyjechałam razem z moją siostrą z innej matki i ojca do konisia. Ayano chciała zostać, ale miała pracę więc widziała tylko część pracy z ziemi. Fajnie że była, bardzo mnie to ucieszyło, szczególnie że przez moją szkołę i jej pracę, dom, obowiązki (głównie moją szkołę) ciężko nam się spotkać.
Jak przyjechałyśmy to Will kochany mój poszedł po maleńką. Vegi dała się prowadzić na kantarze, ani razu nie wyrwała mu się, szła spokojnie ale energicznie. Nie mogę się przyzwyczaić do tego, że mała po kolce się zmieniła, ta choroba musiała naprawdę zostawić ślad na psychice. 



wtorek, 18 października 2016

Może wybierzemy się do innych koni?


Kochany pamiętniku!


Jest 18.10.2016r
W końcu po tygodniach szarówki zaczyna wychodzić słońce. Było w piątek i sobotę, ale nic nie zapowiadało się na to że się będzie utrzymywać taka pogoda. Kto wie? Może utrzyma się do soboty włącznie? Przynajmniej mam taką nadzieję.
 Razem z Willem byśmy małą zabrali do jego wuja. Fajnie by było.

Na dziś to tyle.

PS: Chyba zacznę ją rysować


Nie zapomnieć:
Rozejrzeć się za popręgiem większym od obecnego (do siodła angielskiego)
Wyczyścić ochraniacze
Zeszyć sweter

niedziela, 16 października 2016

14.10.2016 - dwa kroki wprzód, żaden w tył!


Wspaniały przyjacielu!


Pogoda dopisała, jakby chciała żebym jechała do malutkiej! Cały tydzień padało, a 2 dni przed wyjazdem do Vegi przestało, mało tego cały piątek był tak cudnie słoneczny! Jak sprawdzałam łąkę, nie była śliska! Bardzo mnie to uradowało. Tego dnia Will nie mógł przyjechać, był na praktykach więc zabrałam ze sobą przyjaciółkę Nadię.
Nam oczywiście wstać jest ciężko, tak samo jak położyć się spać o ludzkiej godzinie. Przyjechałyśmy do księżniczki koło 10. Pracownik ją ściągnął z pastwiska, a my od razu zaczęłyśmy czyścić (znaczy kto czyścił ten czyścił).
Zastanawiałam się które siodło zakładać, ale bałam się reakcji na za krótki popręg (ten koń jest o wiele za gruby).


Wyczyściłam ją, po czym chciałam sprawdzić jak zachowa się jak ktoś zacznie jej szyję czyścić z grzbietu (w końcu mam ją ułożyć pod dzieci). Koń stał grzecznie, potem tylko zainteresowała się Nadią i jej aparatem.Tu dałyśmy jej chwilę spokoju, by iść rozłożyć wszystko na "placu", oczywiście jakby ktoś to widział to byłaby fala tzw hejtu - bo skrzynki i wiaderka zamiast stojaków, bo łąka to łąka a nie plac, bo lonża inna niż tradycyjna...
Wróciłyśmy do niej. Założyłam ochraniacze i osiodłałyśmy ją (z małą pomocą). Była nawet dość spokojna, co się nie zdarza często podczas tej czynności.
Wzięłam ją i poszłyśmy na nasz przygotowany już placyk. Zaczęłam lonżować, w końcu jakieś postępy - Vegi nie zaczęła od baranów, galopów czy dębów, tylko spokojnie poszła stępem. Następnie chwila kłusa, tak jak chciałam (ale na chwili się skończyło). Od razu wycisnęła z siebie diabła, w sumie to dobrze, bo się uczy że najpierw zrzuca z siebie "negatywną energię" a potem dopiero praca. Rzuciła kilka razy baranami i normalnie galopowała. Przejścia kłus-galop-kłus szły podręcznikowo, kłus-stęp-kłus też lepiej.
Ustawiłam więc drągi, najpierw jeden (na kłus i galop). Potem dwa, zaczęła próbować przechodzić w kłusie pomiędzy nimi (były ustawione na wyciągnięcie się, a w galopie nawet na płaski skok), więc Nadia ustawiła trzeci pośrodku, w taki sposób by nijak nie dało się włożyć kopyta do środka. Chodziła niesamowicie!
Po jakiś 15 minutach lonży "krok do przodu" - koń nie jest spocony, nie jest zmęczony. W KOŃCU! Bardzo się ucieszyłam, bo był z tym problem na początku, szczególnie ze "spuszczaniem pary" - dawniej zajmowało nam to niemal godzinę. Fakt faktem ona też złagodniała. 


piątek, 7 października 2016

Praca, praca, praca i jeszcze raz praca.

Najwspanialszy przyjacielu!


Byłam dziś u Vegi, oczywiście tradycyjnie nie sama - Will (kochany) był ze mną i jeździł dzisiaj. W sumie to robiłyśmy dziś podstawowe ćwiczenia. Hmmm... Chyba może jednak zacznę od początku.

Po wspaniałym dniu w szkole (nie przejęzyczyłam się, miałam naprawdę świetny dzień) pojechałam do malutkiej. Początkowo myślałam, że będzie "ciekawie" bo tylko dzisiaj wychodziła na pastwisko - cały tydzień lało. Miałam szczęście, bo akurat dzisiaj ładnie poświeciło słońce i trawa wyschła. Owszem, pod trawą nie było perfekcyjnie, ale ślisko robiło się dopiero jak ta trawa zaczynała uciekać spod kopyt (jak ją wyjeździłyśmy).
Will pomógł mi ją wylonżować, ale zanim to, to trzeba było jeszcze ją osiodłać. Miłym zaskoczeniem dzisiaj u niej, był fakt iż mój kochany, wspaniały mężczyzna przyszedł wcześniej, ściągnął konia z pastwiska i go wyczyścił! Mówiłam że kochany! 

wtorek, 4 października 2016

Ciekawe co u Ciebie...


Drogi pamiętniku!



Od wczoraj cały czas leje, nie przestaje. Oznacza to, że mała nie wychodzi na pastwisko (przynajmniej do jutra, zobaczymy jak jutro). Martwię się, że się rozkaprysi. Vegi bywa nieznośna jak nie wychodzi, chyba jak każdy koń. Mam nadzieję, że nie sprawi kłopotów po deszczu.


Za to zamówiliśmy z moim kochanym Willem ochraniacze dla malutkiej! Bardzo się z tego cieszę, ponieważ mają przyjść do tygodnia czasu. Nie mogę się doczekać!


Na dziś to tyle.
PS: Czy ten deszcz może przestać padać?!

poniedziałek, 3 października 2016

Terenik


Kochany pamiętniczku!



Razem z kochaną Veg-Veg w sobotę wybrałyśmy się w teren. Znaczy nie od razu jak przyszłam! A było to tak...

Zaspałam rano na autobus i zamiast jechać tym o 7 i być tam przed 9 byłam przed 11 co mocno mnie irytowało. Mój wspaniały Will pomógł mi, zawsze jest kiedy go potrzebuję - wspaniały z niego chłopak. Ale nie o tym mowa teraz.


Ściągnął naszą księżniczkę z pastwiska i zaczął czyścić - spisał się, nie było żadnej sklejki! A do tej pory musiałam po nim poprawiać zazwyczaj zawsze. Powygłupialiśmy się troszkę, ale żeby nie tracić czasu ja robiłam z boksem, a on kończył czyścić.


wtorek, 27 września 2016

Nasza próba...

Drogi pamiętniczku!


Po powrocie z wakacji pierwsza praca z koniem okazała się porażką. Ciekawie się zapowiada, prawda?
Zaraz po powrocie z wakacje pojechałam do konia, nie mogłam się doczekać kiedy ją dosiądę i kiedy znowu popracujemy. Przyjechałam do niej i w sumie wszystko było ok, do czasu gdy trzeba było założyć siodło.
Zaczęła się wiercić, podkopywać, odsuwać. Nie chciała siodła, po chwili zrozumiałam dlaczego.
Zapinałam popręg - NIE MOGĘ W TO UWIERZYĆ! Pas nie sięga nawet do pasków, brakuje jakiś 2 pięści żeby zapiąć konia w siodło...

niedziela, 31 lipca 2016

Przełom

Pamiętniczku mój najdroższy! 


Odkąd pamiętam, Vega nie chciała ze mną współpracować, zawsze coś było nie tak. Nawet jeśli jazda i praca na pastwisku wydawały się być w porządku i przebiegały zgodnie z planem, siodłanie, czyszczenie lub prowadzenie nawalało. Z czasem zaczęłam z nią głębiej pracować, zaczęła powoli mi ufać, zaczęła słuchać. Któregoś pięknego dnia, postanowiłam dopiąć popręg tak, jak na galop, wszystko było w porządku dopóki...
...dopóki pas popręgowy westernowej hiszpanki się nie urwał - koń wystraszył się popręgu przejeżdżającego mu po nogach i ruszył przed siebie (oczywiście zostawiając mnie na ziemi razem z siodłem). Od tego dnia nic nie szło po mojej myśli. Wiecznie wpychała mnie w płot, ogrodzenie lub inne drzewo, zrzucała, nosiła i ogółem nie słuchała. Zaczynałam się jej bać, a właściwie nie jej, a upadku z niej - gleby czy mniejsze skaleczenia zaczynały być czymś normalnym podczas naszej jazdy, do czasu gdy podczas treningu obie runęłyśmy na ziemię. Koń na jakiś czas się ogarnął, ale nie oznaczało to, że Vega się uspokoi, o nie. Przez jakiś czas był spokój, po czym zaczęła się zabawa z płotem. Klacz stwierdzała że koniec jazdy, oznajmiała to w ciekawy sposób - otóż szukała na tyle wysokich gałęzi by wwieźć w nie osobę na niej siedzącą, czasem był to płot, rzadziej ogrodzenie z metalowej siatki. Zwykle było to coś z materiału nieelastycznego. Jej rytuał za każdym razem wyglądał tak samo: wejść w to, przygnieść nogę jeźdźca, oprzeć się całym ciałem o upatrzony element, napierać i zmusić jeźdźca do bolesnego zejścia. Kiedyś weszła w siatkę, ogrodzenie pod ciężarem jej ciała ugięło się, a ona poślizgnęła i znów wylądowałyśmy na ziemi (tylko tym razem ja zdążyłam się ewakuować wcześniej).
Ogólnie rzecz ujmując kobyłka była nie do zniesienia, miała swoje humorki i nijak nie dało się jej przekonać do współpracy. Rzucała zadem, często dembowała, nie tylko z ziemi podczas lonży, ale z początku pracy też pod siodłem, dużo baranowała i kopała, nie dawała nóg i nie lubiła się czesać.
Regularna praca i zabawy - tak pokazałam jej że może być inaczej. Jednak nie zmieniło to jej podejścia do pracy w siodle, owszem - złagodniała, ale nadal stawiała się.

 Dziś to się zmieniło.
A zaczęło się tak...

piątek, 29 lipca 2016

Zapoznajmy się

Kiedyś namówili mnie żebym prowadziła bloga. Postanowiłam więc, że ulegnę i zacznę pisać, bo kto wie? Może wyniknie z tego całkiem fajna historia? ;)



Dlaczego zaczęłam pisać?

Ten blog nie jest moim pierwszym, ale ten postaram się pisać regularnie. Nie będą to jednakowe posty, ale postaram się do każdego dołączać zdjęcia. Lubię prowadzić pamiętniki, ale lubię też pisać opowiadania, tak też zrodził się pomysł dzielenia się moimi wrażeniami z przypadkowymi czytelnikami. Nie bierzcie tego do siebie, kilka moich opowiadań się rozeszło. Uwielbiam przelewać uczucia na papier, przyjaciółka kiedyś dorwała mój zeszyt w którym te uczucia zostały przeze mnie spisane i próbowała mnie namówić, do publikacji wypocin. Długo myślałam, ale stwierdziłam - dlaczego nie? W końcu CARPE DIEM!