poniedziałek, 31 października 2016

Chleb powszedni

Najdroższy pamiętniczku!


Dziś niemiła niespodzianka jak przyszłam, Vega przytyła...
Jak ostatnio miałam już nadzieję na to, że przesiądziemy się z powrotem do siodła angielskiego tak teraz całość poszła w las. Ładna sierść, dobre nogi, piękne włosie...

...tylko koń gruby, a to i tak nie najgorsze co mogło się trafić.


niedziela, 30 października 2016

Stresik - lekki

Kochany pamiętniku...


Ostatnio coraz częściej piszę o własnych odczuciach, ale nie mam jak do małej jechać lub jak już jestem to warunki są troszkę lipne. Boję się o jutrzejszy dzień, czy nie będzie padać, czy dzieci nie wyskoczą w przebraniach, czy mała ma dobrze obkute nóżki. Boję się, naprawdę nie wiem czego się spodziewać.

Jutro plan jest prosty, pojechać na mały terenik rekreacyjny i porobić kilka zdjęć typowo jesiennych w plenerze. Na placu chcę poćwiczyć galop i kłus swobodny po całym placu, terenie przygotowanym do jazdy, poćwiczyć galop na prawidłową nogę.


Zapamiętać:
-Kocyk! Weź kocyk!
-Sweter - kiedy w końcu zacerujesz tą dziurę?...
-Wyczyścić sprzęt
-Skończyć obrazek dla właściciela

sobota, 29 października 2016

Miało być tak pięknie!


Kochany pamiętniku!



Piękna pogoda, wspaniały ciepły dzień jak na jesień. Miałam jechać do małej, wcześniej zarobić pracując w jednym z ogródków, a wieczorem iść do koleżanki. Z tych trzech punktów tylko ostatni się uda, bo prezydent przyjeżdża i pół okolicy zablokowanej...

czwartek, 27 października 2016

Efekty pracy


Kochany pamiętniku! Mój wspaniały przyjacielu!


W końcu znalazłam chwilkę wolną by napisać. W ubiegłą sobotę byłam razem z Willem u malutkiej. Koń się zmienia, naprawdę. Trener ze stadniny dał mi kilka cennych rad, które wzięłam sobie do serca i naprawdę mi pomogły. Może bez większych pogaduszek przejdę do opisu pracy!

Przyjechałam razem z moją siostrą z innej matki i ojca do konisia. Ayano chciała zostać, ale miała pracę więc widziała tylko część pracy z ziemi. Fajnie że była, bardzo mnie to ucieszyło, szczególnie że przez moją szkołę i jej pracę, dom, obowiązki (głównie moją szkołę) ciężko nam się spotkać.
Jak przyjechałyśmy to Will kochany mój poszedł po maleńką. Vegi dała się prowadzić na kantarze, ani razu nie wyrwała mu się, szła spokojnie ale energicznie. Nie mogę się przyzwyczaić do tego, że mała po kolce się zmieniła, ta choroba musiała naprawdę zostawić ślad na psychice. 



wtorek, 18 października 2016

Może wybierzemy się do innych koni?


Kochany pamiętniku!


Jest 18.10.2016r
W końcu po tygodniach szarówki zaczyna wychodzić słońce. Było w piątek i sobotę, ale nic nie zapowiadało się na to że się będzie utrzymywać taka pogoda. Kto wie? Może utrzyma się do soboty włącznie? Przynajmniej mam taką nadzieję.
 Razem z Willem byśmy małą zabrali do jego wuja. Fajnie by było.

Na dziś to tyle.

PS: Chyba zacznę ją rysować


Nie zapomnieć:
Rozejrzeć się za popręgiem większym od obecnego (do siodła angielskiego)
Wyczyścić ochraniacze
Zeszyć sweter

niedziela, 16 października 2016

14.10.2016 - dwa kroki wprzód, żaden w tył!


Wspaniały przyjacielu!


Pogoda dopisała, jakby chciała żebym jechała do malutkiej! Cały tydzień padało, a 2 dni przed wyjazdem do Vegi przestało, mało tego cały piątek był tak cudnie słoneczny! Jak sprawdzałam łąkę, nie była śliska! Bardzo mnie to uradowało. Tego dnia Will nie mógł przyjechać, był na praktykach więc zabrałam ze sobą przyjaciółkę Nadię.
Nam oczywiście wstać jest ciężko, tak samo jak położyć się spać o ludzkiej godzinie. Przyjechałyśmy do księżniczki koło 10. Pracownik ją ściągnął z pastwiska, a my od razu zaczęłyśmy czyścić (znaczy kto czyścił ten czyścił).
Zastanawiałam się które siodło zakładać, ale bałam się reakcji na za krótki popręg (ten koń jest o wiele za gruby).


Wyczyściłam ją, po czym chciałam sprawdzić jak zachowa się jak ktoś zacznie jej szyję czyścić z grzbietu (w końcu mam ją ułożyć pod dzieci). Koń stał grzecznie, potem tylko zainteresowała się Nadią i jej aparatem.Tu dałyśmy jej chwilę spokoju, by iść rozłożyć wszystko na "placu", oczywiście jakby ktoś to widział to byłaby fala tzw hejtu - bo skrzynki i wiaderka zamiast stojaków, bo łąka to łąka a nie plac, bo lonża inna niż tradycyjna...
Wróciłyśmy do niej. Założyłam ochraniacze i osiodłałyśmy ją (z małą pomocą). Była nawet dość spokojna, co się nie zdarza często podczas tej czynności.
Wzięłam ją i poszłyśmy na nasz przygotowany już placyk. Zaczęłam lonżować, w końcu jakieś postępy - Vegi nie zaczęła od baranów, galopów czy dębów, tylko spokojnie poszła stępem. Następnie chwila kłusa, tak jak chciałam (ale na chwili się skończyło). Od razu wycisnęła z siebie diabła, w sumie to dobrze, bo się uczy że najpierw zrzuca z siebie "negatywną energię" a potem dopiero praca. Rzuciła kilka razy baranami i normalnie galopowała. Przejścia kłus-galop-kłus szły podręcznikowo, kłus-stęp-kłus też lepiej.
Ustawiłam więc drągi, najpierw jeden (na kłus i galop). Potem dwa, zaczęła próbować przechodzić w kłusie pomiędzy nimi (były ustawione na wyciągnięcie się, a w galopie nawet na płaski skok), więc Nadia ustawiła trzeci pośrodku, w taki sposób by nijak nie dało się włożyć kopyta do środka. Chodziła niesamowicie!
Po jakiś 15 minutach lonży "krok do przodu" - koń nie jest spocony, nie jest zmęczony. W KOŃCU! Bardzo się ucieszyłam, bo był z tym problem na początku, szczególnie ze "spuszczaniem pary" - dawniej zajmowało nam to niemal godzinę. Fakt faktem ona też złagodniała. 


piątek, 7 października 2016

Praca, praca, praca i jeszcze raz praca.

Najwspanialszy przyjacielu!


Byłam dziś u Vegi, oczywiście tradycyjnie nie sama - Will (kochany) był ze mną i jeździł dzisiaj. W sumie to robiłyśmy dziś podstawowe ćwiczenia. Hmmm... Chyba może jednak zacznę od początku.

Po wspaniałym dniu w szkole (nie przejęzyczyłam się, miałam naprawdę świetny dzień) pojechałam do malutkiej. Początkowo myślałam, że będzie "ciekawie" bo tylko dzisiaj wychodziła na pastwisko - cały tydzień lało. Miałam szczęście, bo akurat dzisiaj ładnie poświeciło słońce i trawa wyschła. Owszem, pod trawą nie było perfekcyjnie, ale ślisko robiło się dopiero jak ta trawa zaczynała uciekać spod kopyt (jak ją wyjeździłyśmy).
Will pomógł mi ją wylonżować, ale zanim to, to trzeba było jeszcze ją osiodłać. Miłym zaskoczeniem dzisiaj u niej, był fakt iż mój kochany, wspaniały mężczyzna przyszedł wcześniej, ściągnął konia z pastwiska i go wyczyścił! Mówiłam że kochany! 

wtorek, 4 października 2016

Ciekawe co u Ciebie...


Drogi pamiętniku!



Od wczoraj cały czas leje, nie przestaje. Oznacza to, że mała nie wychodzi na pastwisko (przynajmniej do jutra, zobaczymy jak jutro). Martwię się, że się rozkaprysi. Vegi bywa nieznośna jak nie wychodzi, chyba jak każdy koń. Mam nadzieję, że nie sprawi kłopotów po deszczu.


Za to zamówiliśmy z moim kochanym Willem ochraniacze dla malutkiej! Bardzo się z tego cieszę, ponieważ mają przyjść do tygodnia czasu. Nie mogę się doczekać!


Na dziś to tyle.
PS: Czy ten deszcz może przestać padać?!

poniedziałek, 3 października 2016

Terenik


Kochany pamiętniczku!



Razem z kochaną Veg-Veg w sobotę wybrałyśmy się w teren. Znaczy nie od razu jak przyszłam! A było to tak...

Zaspałam rano na autobus i zamiast jechać tym o 7 i być tam przed 9 byłam przed 11 co mocno mnie irytowało. Mój wspaniały Will pomógł mi, zawsze jest kiedy go potrzebuję - wspaniały z niego chłopak. Ale nie o tym mowa teraz.


Ściągnął naszą księżniczkę z pastwiska i zaczął czyścić - spisał się, nie było żadnej sklejki! A do tej pory musiałam po nim poprawiać zazwyczaj zawsze. Powygłupialiśmy się troszkę, ale żeby nie tracić czasu ja robiłam z boksem, a on kończył czyścić.