piątek, 7 października 2016

Praca, praca, praca i jeszcze raz praca.

Najwspanialszy przyjacielu!


Byłam dziś u Vegi, oczywiście tradycyjnie nie sama - Will (kochany) był ze mną i jeździł dzisiaj. W sumie to robiłyśmy dziś podstawowe ćwiczenia. Hmmm... Chyba może jednak zacznę od początku.

Po wspaniałym dniu w szkole (nie przejęzyczyłam się, miałam naprawdę świetny dzień) pojechałam do malutkiej. Początkowo myślałam, że będzie "ciekawie" bo tylko dzisiaj wychodziła na pastwisko - cały tydzień lało. Miałam szczęście, bo akurat dzisiaj ładnie poświeciło słońce i trawa wyschła. Owszem, pod trawą nie było perfekcyjnie, ale ślisko robiło się dopiero jak ta trawa zaczynała uciekać spod kopyt (jak ją wyjeździłyśmy).
Will pomógł mi ją wylonżować, ale zanim to, to trzeba było jeszcze ją osiodłać. Miłym zaskoczeniem dzisiaj u niej, był fakt iż mój kochany, wspaniały mężczyzna przyszedł wcześniej, ściągnął konia z pastwiska i go wyczyścił! Mówiłam że kochany! 

Pomógł mi ją osiodłać, po czym wzięliśmy klacz na lonżę. Najpierw żeby "spuściła parę", szybko poszło, więc dopięliśmy i Will wskoczył na jej grzbiet. Około pół godziny ćwiczył on na lonży. W trakcie się wygłupiał i nie skupiał to tak popędziłam maleńką by spadł, ale się nie udało...

Poćwiczył jeszcze chwilkę i zmiana jeźdźców.

Zaczęłyśmy od kłusa anglezowanego, przejść stemp-kłus po czym czas na galop. W trakcie ćwiczeń mała potknęła się i tu ochraniacze spełniły swoją rolę. Małej chwilę zajęło wyzbieranie się, ale nie wywróciłyśmy się (na szczęście). Sprawdziliśmy jej nogi, ochłonęłam po czym jeszcze raz przećwiczyłam przejścia, a następnie kłus na długiej wodzy. Upewniłam się że podłoże nie jest zbyt śliskie oraz że nowe ochraniacze są na jej nogach po czym zebrałam się do galopu.
Wcześniej jak galopowała sama, bez jeźdźca to za każdym razem rzucała baranami. Żeby ją tego oduczyć postanowiłam zmusić klacz do myślenia, dużo przejść kłus-galop na lonży naprawdę zadziałało. Vegi nie rzuciła żadnym baranem. Galopowała jak w bajce! Co prawda w drugą stronę już było gorzej, bo koń zmęczony, ale i tak dobrze sobie radzi. Po galopach i krótkich ćwiczeniach w kłusie Will nas odpiął z lonży i ćwiczyłyśmy same, po czym właściciel przyszedł zobaczyć efekty. Był naprawdę zadowolony, bo koń na dzień dzisiejszy reaguje n łydkę, jeździ raczej na luźniejszej wodzy, super reaguje na dosiad, a do perfekcji brakuje tylko poćwiczyć galopy. 




Jestem z niej dumna i mile mnie zaskoczyła. Nie dość że łagodnieje z dnia na dzień, to jeszcze jej "puszczanie pary" jest coraz krótsze, a to dobrze. 

Na dziś to tyle, wyjątkowo byłam u niej w piątek bo trening mi przełożyli na sobotę.



PS: Vegi będzie główną bohaterką filmu mojej przyjaciółki na ocenę do szkoły. Nie mogę się doczekać jak zaczniemy nagrywać!






<NoWe CuDnE OcHrAnIaCzKi>










<TaKiE tAm Po JeŹdZiE>





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz