Kochany pamiętniku! Mój wspaniały przyjacielu!
W końcu znalazłam chwilkę wolną by napisać. W ubiegłą sobotę byłam razem z Willem u malutkiej. Koń się zmienia, naprawdę. Trener ze stadniny dał mi kilka cennych rad, które wzięłam sobie do serca i naprawdę mi pomogły. Może bez większych pogaduszek przejdę do opisu pracy!
Przyjechałam razem z moją siostrą z innej matki i ojca do konisia. Ayano chciała zostać, ale miała pracę więc widziała tylko część pracy z ziemi. Fajnie że była, bardzo mnie to ucieszyło, szczególnie że przez moją szkołę i jej pracę, dom, obowiązki (głównie moją szkołę) ciężko nam się spotkać.
Jak przyjechałyśmy to Will kochany mój poszedł po maleńką. Vegi dała się prowadzić na kantarze, ani razu nie wyrwała mu się, szła spokojnie ale energicznie. Nie mogę się przyzwyczaić do tego, że mała po kolce się zmieniła, ta choroba musiała naprawdę zostawić ślad na psychice.
Praca na lonży teraz zeszła do poziomu "spuszczania pary" i trwa nie więcej niż 10-15 minut (w zależności od tego czy myśli czy nie). Tym razem znowu kłus-galop-kłus w jedną i drugą stronę po czym wsiadłam na nią. Przejeździłam chwilkę trzymana na lonży przez Willa, który nie wiedział do tej pory o ostatnich skokach, znaczy mówiłam mu, ale nie widział tego. Puścił nas i zaczęłam swobodny kłus-stęp po całym "placu". Grzeczna była, nawet jak podjeżdżałam do płotu gdzie kiedyś wpychała mnie prawie miażdżąc mi nogę.
Po jakimś czasie wzięliśmy ją znów na lonżę, czas na galopy. W prawo nie ma problemu, całe 8 okrążeń! To jakiś cud! Dumna byłam (jestem). Przepięliśmy się na lewo - konik ma kłopot, ale to wyćwiczymy jeszcze. Parę razy dostała bacikiem żeby zagalopowała, pomimo jej kłopotów z tym ćwiczeniem udało się. Nie chciała galopować na tą nogę, troszkę się rzucała. Nie męczyłam jej zbytnio, chciałam żeby tylko chwilę pogalopowała na lewo.
Mój mężczyzna ustawił nam kilka drągów na kłusik, potem niskie przeszkody. Poszła to bez najmniejszego problemu, to zaczęłyśmy wyżej. Mała szybko się nudzi, ale zaczęła galopować po skoku. Ja ją hamowałam, a potem wsiadł Will.
Chwilkę uczył się w stępie najazdów i wyjazdów (koło pół godziny) i przeszedł do kłusa. Radził sobie, poćwiczył pół siad i figury w kłusie, takie podstawowe jak wolta, pół wolta, przekątna, koło, linia środkowa itp. Radził sobie, miał podstawowe błędy, ale stwierdziłam motywacja musi być. Daje radę to czemu by nie dać mu "spróbować" małych przeszkód? Postawiłam drąga ze ścieżki na wiaderka małe następnie podałam ostatnie wskazówki, a mój "men" najechał na tą jakże ciekawą przeszkodę. Tak jak myślałam, Vegi odwaliła połowę roboty, co Willowi pomogło. Chyba mu się spodobało bo nie protestował jak kazałam mu jeździć po drągach i później na mini skokach.
Will poćwiczył w kłusie najazdy przez drągi, po czym podniosłam wszystkie na prowizoryczne plastikowe stojaki.
Po tym na drągi puściłam chłopaka, niech poćwiczy w kłusie najazdy, po czym podniosłam wszystko. Przejechał pierwszy raz:
-Co było źle? - pytałam po jego przejeździe
Milczał
-Jeśli zachowasz taką postawę to ona przeskoczy i dacie radę - poprawiając go tłumaczyłam memu mężczyźnie - pamiętaj o pół siadzie dokładnie nad przeszkodą, a na ostatnią przeszkodę musisz postarać się o staranny najazd, bo będzie źle. Raz musiałam siąść i sprawdzić czy to błędy Willa czy Vedze się odechciało, ale tak to było naprawdę nieźle.
Kilka razy przeprowadziliśmy rozmowę, która pod koniec (za 6 czy 7 a może i już 9) wyglądała mniej więcej tak:
-Błędy? - pytałam jako "instruktor"
-Złe najazdy, brak łydki. - wymieniał jeździec
-A zalety?
-Podpowiedź?
-Skupienie, koło, wyjazdy. - chwaliłam go - teraz ją występuj chwilkę.
Po chwili (dłuższej chwili) stępa, zapytał czy może ją galopnąć na łące sąsiedniej. Zgodziłam się, bo w sumie to czemu nie, galopowała już na lonży, to czemu miałaby nie zagalopować pod jeźdźcem bez sznura. Udało się! Po chwili ja wsiadłam i powtórzyłam ćwiczenie, wracając nie zauważyłam przeszkody, przeskoczyła. Tak! Nie zauważyłam przeszkody!
Potem Will ustawił nam jeszcze kilka krótkich na koniec przeszkód i zaczaił się z aparatem.
Na koniec zdjęłam siodło, założyłam polar w formie derki i wsiadłam z powrotem, Ostatni raz galopowałyśmy i stęp końcowy. Na ostatnie 10 minut dosiadł się Will do mnie i pojechaliśmy tak jak ostatnio z Nadią w terenik, taki mini. Mała się spisuje, jest niesamowita!
Robi wielkie postępy i schudła! W końcu! Popręg ruszył o całą jedną dziurkę, z czego bardzo się cieszę.
Fails podczas pracy:
Wwiozła mi faceta w płot ze 3 czy 4 razyZatrzymała mi się
Ze 2 razy wybiła się z 4 nóg (śmieszne uczucie)
Postęp:
Nie oddała na batReagowała na łydki od 2 max od 3
Jestem z niej dumna!
Przypomnienie!
Kowal w sobotę 29.10!
Zszyć sweter (ten czerwony)
Dokończyć szkic Vegi
Kochany przyjacielu na dziś to chyba tyle!
<UśMiEcHaMy SiĘ>
<ĆwIcZyMy NaJaZdY>
<JeDnA z PrÓb SkOkU>
<SkAcZeMy>
<OkLeP-NaJ>
<PaTaTaJ PaTaTaJ>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz