Kochany pamiętniczku mój.
Byłam u małej w niedzielę 6 listopada, padało do południa. Nie jestem zadowolona z tego jak przebiegała praca z koniem.
Nie dość że mnie pociągnęła, to mi zwiała...
Może jednak od początku.
Przyjechałam do niej, troszkę padało. Mama mnie zawiozła, bo miałam przywieźć sobie skrzynki na podpórki do przeszkód (zaczynamy zbierać tego typu skrzynki na wiosnę). Nie było jakoś tragicznie, ale zdawałam sobie sprawę z trudności zadania przede mną postawionego. Byłam sama, znaczy pracownik gdzieś się kręcił, ale Willa nie było (Nadii ani tyle). Koń stał cały dzień, bo padało, a podłoże mokre.
"Z motyką na słońce" - to prawda, święta prawda
Poszłam do małej, założyłam ogłowie i lonżę. Poszłyśmy na plac. W drodze zaczęła się straszliwie kręcić, momentami ciężko było ją utrzymać. Weszłam na łąkę, zakręciłam nią może pół okrążenia kłusem i...
...Zwierze postanowiło wybrać się samopas na spacer.
-VEGA! VEGUŚ! - wołałam
-KONIU GDZIE JESTEŚ?! - nic
Po chwili zobaczyłam jej sylwetkę biegnącą w stronę ulicy, przeraziłam się i pobiegłam za nią. Potem zawróciła i pobiegła w moją stronę, ale ani jej się śniło by się zatrzymać. Pobiegła dalej i zniknęła mi z pola widzenia. Panicznie zaczęłam jej szukać, przy okazji wydzwaniając po Willa.
Poszłam w miejsce gdzie wyjeżdżamy w teren i tam ją znalazłam, pasła się. Złapałam lonżę i zaprowadziłam ją do koniowiązu. W międzyczasie Will zdążył przyjść.
Przytulił, ucałował i uspokoił mnie. Opowiedziałam mu o wszystkim co się stało. Poszliśmy do konia i zaczęliśmy czyścić (tak tylko by ją siodło nie obtarło).
Założyłam kocyk, a koń do mnie z zadem!
-Coś Ci się pomyliło?! Uspokój się Vega. - upomniałam ją.
-Weź tam po swojej stronie, na wszelki wypadek - Will mówiąc to przekazał mi bacik skokowy, który łatwo zawiesić na koniowiązie.
-No... No dobrze. - nie protestowałam, bo kobyle się coś w główce poprzewracało.
Podejście nr 2
Kocyk, a koń z zębami - pstryk w pyszczek i koń troszeczkę się uspokoił.
Podejście nr 3
Kocyk - kop w moją stronę, w ostatniej chwili się odsunęłam. Mało tego, zrobiłam to w taki sposób że bacik wpadł mi w dłoń, wysadziłam strzała prosto w zad, Vega aż się cofnęła z uniesioną głową (mnie się zrobiło głupio i żal konia, ale wiedziałam że nie mogłam inaczej postąpić).
Podejście 4
W końcu udało się jej założyć kocyk, przy zakładaniu siodła był kłopocik, ale na hasło ostrzegające łagodniała.
Postanowiliśmy więc, że nie zdejmiemy lonży, tylko poćwiczymy na zamkniętym terenie zatrzymywanie i ruszanie oraz ćwiczenia równoważące. Tak też uczyniliśmy.
Vega doskonale chodzi od samego dosiadu, jest naprawdę dobra (bynajmniej w stępie).
Potem za kantarek do koniowiązu, a ja próbowałam swoich sił w ćwiczeniach równoważących. Początkowo coś prostego jak obrót w siodle o 360*, potem siad damski, oklepywanie butów nag szyją i zadem, siad tyłem. W końcu postanowiłam stanąć na siodle. Pierwsze próby były trudne, ale z czasem szło coraz lepiej, więc stanęłam na zadzie. Nie było źle, ale nie umiem się do końca wyprostować.
Postanowiliśmy więc wziąć ją na stępa, ja w trakcie kucałam na jej zadzie i próbowałam się podnosić. Muszę to jeszcze poćwiczyć.
Na koniec jeszcze jedna rundka do bramy i z powrotem z zatrzymaniami (i jednym staniem na zadzie) i do stajni.
Po "jeździe" zapoznałam klacz z halterem i nowymi metodami pracy. Dobrze reagowała, fajnie szukała moich gestów i dość nawet sobie radziła.
Zobaczymy co będzie w sobotę (oby nie padało).
Na dziś to tyle.
Zapamiętać:
-Wyczyścić ochraniacze-Wziąć smaczki dla konia i psa
-Wyprać rękawiczki
-Wziąć rękawice do lonżowania
-Znaleźć buff
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz