poniedziałek, 31 października 2016

Chleb powszedni

Najdroższy pamiętniczku!


Dziś niemiła niespodzianka jak przyszłam, Vega przytyła...
Jak ostatnio miałam już nadzieję na to, że przesiądziemy się z powrotem do siodła angielskiego tak teraz całość poszła w las. Ładna sierść, dobre nogi, piękne włosie...

...tylko koń gruby, a to i tak nie najgorsze co mogło się trafić.





Pracownik wyjechał na mnie o przednie podkowy, mała zgubiła je podczas mojej nieobecności, a mnie się oberwało. Ponad to magicznie zaginął mój bat ujeżdżeniowy, a to był prezent od cioci. Właściciel pociesza mówiąc że się jeszcze znajdzie, że poszuka jeszcze itp, a jak nie znajdzie to odkupi. Miło z jego strony ale to nie to samo. Mam dziwne wrażenie że to pracownik zabrał, zniszczył i tyle z tego wyszło.

Dobra, wzięłam małą na łączkę, spuściła parę, ja wsiadłam na oklep, po czym musiałam schodzić, bo koń niespokojny. Nie reagowała na łydkę, albo reagowała cofaniem bądź lekkim uniesieniem przodu. Ryła się. Wiedziałam że to koniec. Poszłam z nią do stajni, założyłyśmy siodło i wróciłyśmy z powrotem na plac.
Nadia z nami była, więc pomogła mi lonżować tego konia. Zmęczyłyśmy ją, występowałyśmy i pod stajnię na pół godziny. Po tym czasie wzięłam ją na pracę właściwą, od razu z siodła. 



Nadia wsiadła i pojeździła prawie godzinę. Najpierw podstawy typu rozgrzewka jeźdźca, podstawowe ćwiczenia rozciągające, następnie kłus. Dobrze jej szło, a że mała musi się wyczulić na łydkę nie tylko moją to dałam im ćwiczenie "2 kroków", oznacza to 2 korki stępa, 2 kroki kłusa. Działa. Potem drągi na kłusik, żeby się wyciągnęła. Nadia miała jeszcze kilka kółek kłusa w pół siadzie, ćwiczebnym, zatrzymywania i ruszania ze stój do kłusa.
-Czujesz się na siłach by zagalopować na niej? - zapytałam po czym poprawiłam jej łapki.
-No nie wiem sama...

-Spróbuj, ona jest wygodna!
-Ale tylko na chwilkę

W ten sposób po okrążeniu kłusa kazałam siąść Nadii i docisnąć mocno łydki. Klacz nie poszła na pierwszą, lecz na trzecią z baciorem z ziemi (na szczęście nie oddała jej). Zrobiły okrążenie, Nadia chyba lekko przerażona była. Zapytałam o samopoczucie i czy chce jeszcze raz, odpowiedź brzmiała:
-Daj mi odsapnąć i uspokoić się!
Wybuchłam pół głośnym śmiechem. Po chwili moja przyjaciółka galopowała na lonży już swobodniej. Przeszły do stępa i ustawiłam drągi na galop. Najpierw przeszły to w kłusie, dziewczyna została skrzyczana za najazdy i wyjazdy, więc jeszcze raz jechały. Z czasem jak im zaczynało wychodzić to postawiłam przed nią wyzwanie
-Teraz na te drągi galopem.
-Ale jak to?! Nie dam rady!
-Jakbyś nie dała rady to bym Cię nie puszczała. Dajesz. - uspokoiłam koleżankę, udzieliłam ostatnich wskazówek i puściłam parę na drągi, potem niskie przeszkódki. Kilka razy tak przejechały i zmieniłyśmy stronę.
W między czasie dużo stępa. W drugą stronę to samo, a następnie na koniec zmieniłyśmy się i ja jeździłam. Pogalopowałyśmy po łące w stronę sąsiadów (uwielbiam tam jeździć), po czym jeszcze ćwiczyłyśmy szybkie przejazdy tuż przy płocie (by skorygować manierę wpychania jeźdźca w płot).

Po pracy do boksu, szybko i sprawnie.  W sumie z dziś to tyle.

Zapamiętać:
-Zszyć w końcu sweter
-Wyprać kocyk spod siodła
-Zmierzyć kocyk spod siodła
-Kupić polar na derkę
-Wyrysować wszystko na polarze na żywym modelu
-Wyczyścić ochraniacze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz