Kochany pamiętniku!
Wizyta u małej w sobotę przebiegła prawie rutynowo. Prawie - bo zimno i ślisko, oraz prawie - bo inne miejsce pracy. Tym razem pracowałyśmy na gospodarstwie, w towarzystwie Willa.
Przyjechałam do niej rano, naprawdę rano, bo byłam przed 8:30 w stajni. Pogoda była nijaka i zimna, padał albo deszcz w formie mżawki, albo deszcz ze śniegiem. Błotko wszędzie i pod każą możliwą postacią! Nawet ścieżka kamienista, z ogromnych kamieni nic nie daje w takie dni.
Poszłam do stajni - o matko, tam cieplutko! Mała stała grzecznie w boksie. Postanowiłam ją wyczyścić i osiodłać w boksie.
Wyciągnęłam z szafki skrzyneczkę ze sprzętem, Vega ciekawie spoglądała z boksu. W międzyczasie Will dał znać, że już wyszedł i zaraz będzie. Wzięłam uwiązy i zapięłam klacz z dwóch stron kantarka do filarów w stajni na równej wysokości - dziwnie na mnie przy tym patrzyła, znowu. Wzięłam więc szczotki i zaczęłam czyścić, o dziwo dość czystego konia (jak na nią oczywiście). Pod brzuszkiem dość gładko, zadek do wyczesania, nogi w porządku. Przy okazji wymasowałam jej grzbiet, szyję, nogi i głowę.
Na chwilkę ją odpięłam i poszłam sprawdzić plac, czy w ogóle da się tam pracować (mając w pamięci ostatni jej incydent). Po drodze czule się przywitałam z Willem, któremu tak naprawdę wyszłam naprzeciw. Poszliśmy razem, troszkę się powygłupialiśmy, po czym doszliśmy do wniosku, że na placu będzie zagrożone nasze zdrowie, jeśli ten koń pociągnie kogokolwiek tak jak ostatnio. Ruszyliśmy więc w stronę stajni.
-Kocham Cię Kiciu, wiesz? - przerwał chwilową ciszę Will
-Wiem. A wiesz co? - odpowiedziałam
-Co takiego? - zdziwił się luby
-Ja kocham Cię bardziej! - skończywszy to mówić cmoknęłam go w policzek, a ten złapał mnie ucałował i nie chciał wypuścić.
Przyszliśmy do konia, stała grzecznie.
-Mam nadzieję, że mi się nie wytarzałaś podczas mojej nieobecności - rzuciłam Vedze przenikające spojrzenie.
-Pffff! - odprychnęła mi tylko, po czym radośnie zarżała.
-Poczekaj jeszcze chwilkę, idę po nasze siodło kochanie!
-Dobrze, ale nie wiem po co mi - odezwał się złośliwie Will
-Nie dla Ciebie mój Ty durniu! - zaśmiałam się
-Ja dureń? Ja dureń? Phi! - zaśmiał się i poczochrał moje włosy, po czym nałożył mi kaptur na głowę i zabronił zdejmować aż przyjdę z powrotem.
Po chwili byłam już z siodłem i kocykiem. Mała grzecznie stała przypięta na dwa uwiązy i patrzyła na Willa jakby ją tym skazał.
Siodłanie w końcu przebiegło dość szybko, bez względnych przepychanek, ucieszyłam się, bo do tej pory trzeba było się z nią nieźle siłować. Nawet nie zauważyłam, że Will na czas siodłania wyszedł, naprawdę dałam sobie radę sama z zapięciem popręgu. Brzmi śmiesznie, ale do tej pory strasznie się pchała na osobę, która jej ten pas straszliwy zapinała.
Założyłam ogłowie, a jak dopinałam paski Will przyszedł, a ja nie mogłam się powstrzymać. Przytuliłam się do niego, po czym dałam mu lonżę. Zapiął sobie Vegusie, po czym wyprowadził ze stajni.
Wróciłam z zaplecza z baciorem do lonżowania. Koń nie mógł chodzić zbyt długo spokojnie, bo by nie była sobą, oczywiście musiała zacząć się ryć na Willa w środku. To co jest dobre w TYM miejscu pracy to ograniczona przestrzeń - z 3 stron jest ogrodzona siatką i ograniczona leżącymi, przygotowanymi do obróbki deskami, kurnikiem, wiatą i ewentualnie taczkami.
Chwilę się siłowaliśmy z tym koniem, momentami było ciężko, oberwała znowu i próbowała oddać, ale w końcu się udało ją wyprowadzić na koło. Początkowo szarpała Willa w stronę bramy, więc stanęłam tam, by mieć pewność, że mój facet za chwilę niestanie się potworem błotnym przez tego konia. Na szczęście (pytanie czyje) Will się umie zaprzeć w grząskim błotku. Mała nie miała z nim szans! Popisał się chłopak, nie ma co. Vega nie ustępowała tak łatwo, próbowała dalej. Właziła do środka, traktowała lonżującego z zadu. Mężczyzna grzecznie to znosił, do czasu. W końcu ją popędził do tego stopnia, że koń ruszył galopem. Puszczała parę przy okazji, a gdy próbowała przejść do kłusa, moja druga połówka podtrzymywał ją w galopie. Zmienił stronę, po czym ćwiczenie stęp, kłus, stęp, kłus... Na początku podpowiadałam, w sumie to do tej pory podpowiadałam co i jak zrobić, ewentualnie jak poprawić itp. Po tym ćwiczeniu nie musiałam kompletnie nic mówić, ciemnowłosy chłopak radził sobie z nią niesamowicie! Do tego stopnia opanował sztukę lonżowania, że zatrzymał mi ją dokładnie przy mnie, tak, że wystarczyło zrobić krok w przód i włożyć nogę w strzemię.
Zaczęliśmy pracę w siodle. Nie chciała chodzić, potrzebny był bacik.
-Zatrzymaj ją, zejdź, weź sobie i z powrotem na koń. - powiedział brązowooki lonżujący.
-Seeeeerioooooo? - przewróciłam oczami na znak prośby
-Owszem. - powiedziawszy to cmoknął w moją stronę.
-Pf! - po wydaniu z siebie imitacji fuknięcia, oboje wybuchliśmy śmiechem.
Zatrzymałyśmy się z Vegą, zeszłam, odeszłam od konia, wzięłam bat, odwróciłam się, a koń w tym właśnie momencie zaczął iść dalej - trzeba będzie nad tym popracować. Bo co jeśli spadnę kiedyś w terenie? Koń zwieje? Muszę ją nauczyć tego że ma stać jak jeździec zejdzie.
Szybko złapałam ją i wskoczyłam z powrotem. Zatrzymanie i ruszanie to chyba rutynowe ćwiczenie. Postanowiliśmy nie męczyć jej długo z dwóch powodów:
1 - koń jest już zmęczony i spocony po prawie 40 minutach na swobodnej lonży
2 - jest spore błotko i jest zimno
Próbowałam stać na zadzie, ale nie szło mi to najlepiej. Odkładam to na czas kiedy będzie dużo śniegu. Kolejne "ulubione" ćwiczenie to kłus-stęp-kłus. Jakże by mogło go zabraknąć?
Na koniec 6 okrążeń nieprzerwanego kłusa (w tym błocie), 2 anglezowanego, 2 w pół siadzie i 2 w ćwiczebnym. Dokładnie to samo zrobiliśmy na drugą stronę, po czym 10 minut stępa i do stajni. Malutka chodziła prawie półtorej godziny. Zdjęłam z niej wszystko. Czaprak i gąbkę czas wyprać, więc skorzystałam z tego od razu i zaniosłam właścicielowi wymienione przedmioty w pakiecie z raportem pracy (co z tego, że widział całość).
VegVeg po jeździe zasłużył na smakołyk - całe, piękne jabłko, soczyste i słodziutkie. Całe tylko dla niej! Ucieszyła się, nawet prosiła o nie. Słodko prosi, znaczy pokracznie. Dokładnie to proszenie wygląda następująco:
1. Podnosi głowę
2. Wyciąga pyszczek do przodu
3. Otwiera oczy najszerzej jak tylko potrafi
4. Macha łebkiem (czasem)
5. Przekręca głowę w tą samą stronę co ja palec
6. Skubie jabłko lub moją dłoń (czasem)
-Do zobaczenia Księżniczko! - powiedziałam do niej na odchodnym
To tyle z tej pracy. Postępy są, to na pewno. Zobaczymy co powie jak pojedziemy w pełnym śniegu w teren, bo sypie i sypie odkąd wyszliśmy od niej! Nie mogę się doczekać!
Zapamiętać:
-Zorientować się w rozmiarach polaru (materiału) do kupna -> w jak dużych kawałkach można kupić naraz
-Wyczyścić ochraniacze
-Znaleźć swój polar jeździecki w otchłaniach szafy
-Wyczyścić kantar sznurkowy
-Wyprać rękawiczki
-Znaleźć rękawice do lonżowania
-Znaleźć buff
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz